poniedziałek, 31 października 2016

Prolog

- Cześć, babciu! – powiedziała Victoria otwierając stare, drewniane drzwi.
- Witaj.  Co cię do mnie sprowadza? – odparła staruszka bujając się na wiklinowym fotelu.
- Kupiłam Ci leki, jak prosiłaś. – uśmiechnęła się i położyła jasną reklamówkę na stoliku w kuchni.
- Ah, no tak. Pamięć już nie ta. – machnęła ręką. – Może zostałabyś na ciasto? Upiekłam twoje ulubione.
- Bardzo bym chciała, ale… - wnuczka lekko się zarumieniła. – Umówiłam się.
Staruszka, nie chcąc wprowadzać w jeszcze większe zakłopotanie młodej dziewczyny uśmiechnęła się serdecznie i lekko skinęła głową.
- Rozumiem. Wierz lub nie, ale za mną też chłopcy się uganiali. – zachichotała. – Zwłaszcza taki jeden.
- Zapewne dziadzio? – spojrzała rozczulająco.
Babcia chwilowo się zamyśliła. Jej wzrok skierował się w stronę okna. Niebo było jasnoniebieskie, nieskazitelne, ani jednej chmury. Poczuła w sercu nieprzyjemne ukłucie i znów przyjrzała się wnuczce, która stała wyczekująco u progu drzwi do salonu.
- Tak, kochanie. – ocknęła się nagle. – Idź już, bo chłopcy nie lubią spóźnialskich dziewczyn. – zaśmiała się.
- Jak kocha, to poczeka. – mrugnęła Victoria i skierowała się do wyjścia. Jednak zanim wyszła, uznała, że dawno nie rozmawiała z babcią i wypadało by w końcu ją odwiedzić. – Babciu?
- Tak? – uniosła swoje, już siwe, brwi.
- Może wpadnę wieczorem?
- Oczywiście. Schowam ciasto do lodówki, abyś mogła później go skosztować. Cieszę się, że jednak się zdecydowałaś. – wstała z krzesła i powoli ruszyła do kuchni.
- Super, to do zobaczenia. – Victoria pospiesznie podeszła do staruszki, pocałowała ją w policzek i zadowolona z siebie powędrowała na spotkanie z nowo poznanym chłopakiem. 



* * *


Wieczorem, staruszka wyciągnęła szarlotkę i pokroiła ją na dwa, równe kawałki. Przygotowała także gorącą czekoladę, aby pobyt jej wnuczki, u niej w domu, był jak najmilszy. Rzadko kiedy ją odwiedzała. Była ruchliwą dziewczyną i zawsze wszędzie było jej pełno, więc tym samym nie miała na nic czasu.
Na małym, wykonanym z ciemnego drewna, stoliku przygotowała skromny poczęstunek. Usiadła w swoim ulubionym fotelu i wyczekiwała wnuczki. Jej męża nie było. Poszedł do sąsiada na mecz, co wcale nie uszczęśliwiło kobiety, bowiem w ogóle nie rozumiała jego fascynacji piłką nożną.
W końcu usłyszała szczęk klamki od drzwi i melodyjny głos Victorii.
- Jestem, babciu. Przepraszam, że tak długo, ale spotkanie nie poszło zgodnie z planem i… po prostu tak wyszło. – spojrzała przepraszająco widząc przygotowaną staruszkę.
- Nic się nie stało, siadaj. – wskazała jasnopomarańczowy fotel, z narzuconym, brązowym kocem.
Victoria błądziła wzrokiem po mieszkaniu unikając spotkania wzrokowego z jej babcią. Wierciła się i wcale nie miała ochoty na ciasto leżące przed nią.
- Możesz mi powiedzieć, kochanie. – spokojnie odezwała się babcia.
- Nie chcę zawracać ci głowy. – machnęła ręką.
- Mówiłaś, ze spotkanie nie poszło po twojej myśli. – zacisnęła usta w wąską linię.
- Nie poszło… - przyznała smutno. – Chłopcy są głupi. W ogóle nie myślą.
Po malutkim mieszkaniu rozległ się wesoły śmiech starszej kobiety.
- Nic nowego. – przyznała a na jej twarzy pojawiły się jeszcze większe zmarszczki niż normalnie.
- Co w tym śmiesznego? – zrobiła wielkie oczy. – Już nigdy więcej się nie zakocham.
- Nie wiesz tego… - powiedziała cicho.
- Ten chłopak… ten o którym dzisiaj mi powiedziałaś, to nie był dziadek, prawda? – spojrzała na babcię.
Nie zaskoczyło jej to pytanie. Wiedziała, że córka jej Sandry, jest tak samo spostrzegawcza jak mama. Spojrzała na nią z uśmiechem i odparła:
- Nie, to nie był dziadek.
- Więc mi opowiedz. Jestem ciekawa tej historii. – przysunęła fotel bliżej babci i bardzo szczegółowo się jej przyjrzała.
- To stare dzieje, na dodatek nie są zakończone szczęśliwie. – powiedziała chcąc zbagatelizować nasunięty temat.
- Babciu, proszę. Wiem, że to nie była zwykła historia. Bardzo, bardzo proszę.
- Jesteś uparta jak mama. – zachichotała.
- A więc słucham. – wyszczerzyła się, po czym sięgnęła po gorącą czekoladę.

6 komentarzy: