niedziela, 13 listopada 2016

Rozdział 2

Poranek był wyjątkowo słoneczny, co nie wpłynęło dobrze na  dzisiejsze, nadwrażliwe oczy Lizzie. Bardzo szybko pożałowała, że wieczorem nie zasłoniła rolet. Przekręciła się na drugi bok, tak, aby leżeć tyłem do źródła światła.
- Cholera… - mruknęła przecierając oczy. Odczuwała wrażenie, jakby niczego nie piła od miesięcy. Przesunęła się do brzegu łóżka aby wymacać ręką wodę leżącą gdzieś na podłodze. Kiedy poczuła kształtną butelkę, prędko ją podniosła i pociągnęła ogromny łyk.
Kiedy zaspokoiła swoje pragnienie, podeszła do telefonu. Miała jedno nieodebrane połączenie.
Poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Nawał myśli nawiedził jej obolałą głowę.
- Ben!! – krzyknęła i wybiegła z pokoju. Zaczęła walić do drzwi brata jednak odpowiedział jej jeden, głośny jęk.
- Boże, siostra, od godziny próbuję się zwlec z tego wyrka. Umieram. – wystękał.
- Wyłaź! – odczekała parę sekund aż w końcu brat łaskawie otworzył drzwi.
Lizzie zmierzyła go wzrokiem, tak samo jak Ben ją. Po chwili oboje wybuchli śmiechem.
- Wyglądasz jak „weź i wyjdź stąd”. – zaśmiała się.
- Ty nie lepiej! – odgryzł się. – A co to za pilna sprawa?
Jej uśmiech trochę zmętniał i wbiła wzrok w ziemię.
- Chad.
- Co Chad? – uniósł brwi.
- Wiesz coś na mój i jego temat? Czy wczoraj… czy my… czy ja i on… - nie mogła się wysłowić.
- O czym ty mówisz? Chad był wczoraj ze mną przez cały czas. – powiedział.
- Naprawdę? – przymrużyła oczy aby sobie coś przypomnieć.
- A nie czekaj…
- Co?! – złapała go za ramię.
- Z tego co pamiętam, to chyba pomógł ci dojść do pokoju, kiedy byłaś już nieźle wstawiona. – przetarł oczy.
- I tyle?
- Chyba tak. Kobieto, zajmowałem się sobą a nie tobą. – prychnął. – Chodźmy na dół lepiej.
Oboje zeszli do kuchni aby zobaczyć jak dużo mają do posprzątania przed jutrzejszym powrotem ojca z pracy. Lizzie widząc ogromny bałagan panujący na całym parterze ich domu momentalnie zapomniała o połączeniu od Chada. Ben spojrzał na siostrę i zrobił wielkie oczy.
- Ben? – odezwała się patrząc się w jeden punkt w salonie.
- Tak?
- Ty bierzesz to. – wskazała palcem na kąt pokoju.
Ben powędrował wzrokiem za palcem siostry. Cały róg pokoju, łącznie ze ścianą był ubrudzony wymiocinami.
- Dlaczego ja zawsze przegrywam… - poszli zrezygnowani do składziku na miotły i wyciągnęli sprzęt do czyszczenia.
Wieczorem dom wyglądał o wiele lepiej. Rodzeństwo posprzątało  każdy element domu, łącznie z własnymi pokojami i łazienką. O godzinie dwudziestej oboje siedzieli przed telewizorem i oglądali film.
- Kiedy macie próbę? – nagle odezwała się Lizzie.
- W poniedziałek, wieczorem. – odparł wkładając do ust kolejne ziarenko popcornu.
Dziewczyna uśmiechnęła się po kryjomu i kontynuowała oglądanie. Zaczęła zastanawiać się, czy oddzwonić do Chada. Szybko złapała za telefon i  wystukała jego numer. Nagle usłyszała jego głos:
- Halo?
- Dzięki.
Po krótkiej chwili dopowiedział:
- O, odezwałaś się. Za co?
- Za to, że mi pomogłeś. Nie zrobiłam nic niestosownego..?
- Zależy co uważać, za niestosowne.
Lizzie chwilę się zastanowiła. Przyszło jej do głowy, że Chad może sobie z niej kpić i wmawiać jej coś, czego tak naprawdę nie zrobiła. W końcu to byłoby do niego podobne.
- Po prostu powiedz.
- Taka bardziej mi się podobasz.
- To znaczy?
- Nie pod wpływem alkoholu.
- Dobranoc.
- Kolorowych.
Liz głośno westchnęła i wstała z kanapy informując brata, że chce położyć się wcześniej spać. Powoli ruszyła do pokoju i położyła się na łóżku. Jeszcze przez chwilę oglądała album ze zdjęciami od przyjaciółek ale nie dotarła do końca, ponieważ odurzył ją sen.
Następnego dnia do domu wrócił ojciec. Przekonanie firmy z Chicago zakończyło się powodzeniem więc miał dobry humor i postanowił wykorzystać go na wolny dzień z dziećmi. Lizzie i Ben byli z tego powodu zadowoleni, ponieważ dawno nie spędzali czasu z rodzicami, w szczególności z tatą. Po południu wybrali się do kina, na film o tematyce kryminalnej, a wieczorem wyszli na festyn, który został zorganizowany z okazji dni miasta.
- Co dziś grają? – zapytał Jeremy.
- Chyba Stereo przyjechali, jako gwiazda wieczoru. – Ben próbował przekrzyczeć głośną muzykę.
- Was nie wzięli? – uśmiechnął się.
- A właśnie, coś wspominałeś. – wtrąciła się Lizzie.
- Nie gramy na tego typu festynach. – odparł kpiąco.
- No tak, wielkie gwiazdy. – Lizzie poklepała go po ramieniu i wszyscy się zaśmiali.
Cały wieczór spędzili na słuchaniu dobrego, mocnego rocka. Był to ulubiony styl ich wszystkich, dlatego każdy wrócił do domu zadowolony.
Kiedy nadszedł poniedziałek wszystko wróciło do normy. Jeremy  znowu poszedł do pracy, zapominając o wszystkich domowych obowiązkach, Lizzie i Ben znów zawitali w szkole.
- Liz! W ogóle nie odzywałaś się od imprezy. – złapała ją na korytarzu Vanessa.
- O, hej. – uśmiechnęła się. – Całą sobotę miałam zajętą sprzątaniem.
- Mogłaś zadzwonić, pomogłabym.
- Nie chciałabyś tego widzieć. – zaśmiała się. – Byłaś wczoraj na koncercie?
- Na Stereo? Nie, nie mogłam. Musiałam jechać do babci. Okropne nudy. – przetarła oczy.
Kiedy szły korytarzem Lizzie od razu w oczy rzuciła się znajoma postać. Chad stał z jej bratem i chłopakiem z zespołu obok pokoju nauczycielskiego. Kiedy tylko na nią spojrzał, prędko odwróciła wzrok.
- Łał, co to było? – wyszczerzyła się.
- Co? – spytała zakłopotana.
- To.. – wskazała palcem na punkt za jej plecami i się oddaliła.
- O co ci chodzi? – odparła jednak koleżanka zniknęła już za rogiem korytarza. W tym momencie usłyszała za sobą głos.
- Cześć, Lizzie.
Serce łomotało jej jak oszalałe. Nie wiedziała jeszcze jak zareagować, ale odwróciła się.
- Hej.. – powiedziała tak cicho, że prawie był to szept.
- Może… - zaczął jednak przerwała mu.
- Chciałam ci jeszcze raz podziękować. Wiesz, telefon to nie wszystko. – założyła kosmyk włosów za ucho. – Gdyby nie ty, totalnie poniżyłabym się przed znajomymi brata..
- Nie ma za co. – uśmiechnął się, tym razem inaczej niż przedtem.
- Co chciałeś powiedzieć?
Zaśmiał się.
- Jeśli pozwolisz, jaśnie pani, która zazwyczaj nie wyraża zgody na podejmowanie jakichkolwiek kroków w swoim kierunku, może mogłabyś gdzieś wyskoczyć?
Słowa Chada bardzo zawstydziły Lizzie. Mimo tego, iż nigdy wcześniej nie przyszło by jej namyśl, aby zaznajomić się z kimś takim jak on, coś podpowiadało jej aby się zgodzić na to spotkanie.
- Kiedy? – zapytała po chwili.
- Dziś mieliśmy mieć próbę u was, ale jest koncert zespołów rockowych i tam występujemy. No wiesz, w ostatniej chwili się dowiedzieliśmy i tak wszyło. Wpadniesz?
- Czemu nie. – odparła udając obojętność.
- Brat pewnie ci powie o której i gdzie, najlepiej, żebyś nie szła sama. – dodał.
- Dlaczego? Nie mam przecież trzynastu lat. – zaśmiała się.
- Jeszcze coś ci się stanie. – dosłownie na sekundę złapał ją za rękę po czym wrócił do swoich kumpli.
Lizzie jeszcze przez chwilę wpatrywała się w chłopaka, kiedy podeszła do niej Ann.
- Hej, masz może pracę domową z polskiego?


Dziewczyna wróciła do domu z głową w chmurach. Myślała w co się ubrać, jak uczesać i co przede wszystkich: jak się zachowywać. Bała się, że nie przypadnie szalonemu towarzystwu brata do gustu i ten wieczór będzie porażką. Kiedy siedziała w pokoju w górze pełnej ubrań, do pokoju wpadł Ben.
- Cholera.. – mruknął rozglądając się po pomieszczeniu. – Sorry Liz, ale idę wcześniej, chłopaki zwołali próbę i będziesz musiała iść sama… ewentualnie weź jakąś koleżankę.
- Okej. – odparła nie do końca analizując to co brat do niej powiedział.
- Dobra, to na razie!
Minęła godzina,  czyli jeszcze jedna godzina do rozpoczęcia koncertu. Lizzie była prawie gotowa. W momencie kiedy zeszła na dół w celu wybrania butów, do domu wszedł Jeremy. Pijany.
- Tato? – zapytała niepewnie.
- O, Lizzie… - mruknął. – Byłem na spotkaniu w pracy… uczciliśmy naszą wygraną… wiesz? – wybełkotał.
- Wychodzę, tato. – powiedziała zmartwiona.
- Nigdzie nie idziesz.. – zagrodził jej drzwi.
- Słucham? – zmrużyła oczy. – Możesz się odsunąć?
- Powiedziałem, nigdzie nie idziesz! – podniósł głos, aż Liz się wzdrygnęła.
- Ale tato…
- Już mi to pokoju! – ryknął a dziewczynie stanęły łzy w oczach.
- Jesteś okropny! – pobiegła z powrotem na górę i położyła się na łóżku zalewając się łzami.
Wiedziała, że nie uda jej się wyjść, kiedy ojciec jest na dole. Podeszła więc do telefonu i zdzwoniła do Chada.
- Nie mogę przyjść. Przepraszam.
- Coś się stało?
Lizzie nie chciała drążyć tematu, więc odłożyła telefon i ukryła twarz w poduszce. Po dłuższym czasie przebrała się w codzienne ubrania i wyszła na balkon. Wieczór był bardzo ciepły, więc usiadła przy brzegu i wzięła do rąk ulubioną książkę. Co chwilę zerkała na telefon, sprawdzając godzinę i żałując, że w tym momencie nie może być na koncercie.

Był środek nocy a Liz wcale nie mogła spać. Dopiero przed chwilą przestała słyszeć przekleństwa i hałas dochodzący z kuchni, który powodował pijany tata. Dziewczyna bardzo nie lubiła, kiedy Jeremy był pod wpływem alkoholu. Zazwyczaj to Ben go uspokajał, ale nie dziś.
Kiedy dźwięki kompletnie ucichły, postanowiła pójść się wykąpać. Wstała, ostatni raz spojrzała na podwórko, nie wiedząc, że kogoś tam zauważy.
- Hej! – szepnął cień zbliżający się w stronę balkonu.
- Kto tam? – odparła zaniepokojona.
- To ja… - kiedy podszedł bliżej poznała Chada.
- Co Ty tu robisz? Nie powinieneś być na koncercie?
 - Zagraliśmy swoje i postanowiłem sprawdzić co u ciebie marudo. – pokazał język a Lizzie się zaśmiała. – Chodź, zabiorę cię gdzieś.
- O tej porze? – zdziwiła się. – Jest za późno, ojciec… - zamlikła.
- Nie musi wiedzieć. – puścił jej oczko.
Spojrzała na zarośla, które rosły obok jej balkonu, po których Chad wspinał się parę dni wcześniej.
- A więc mówisz, że to jest wytrzymałe? – wskazała na nie palcem.
Chad podrapał się po czubku głowy.
- Skoro dalej żyję, to raczej tak. – powiedział. – W razie czego złapię cię. – zaśmiał się i staną blisko ściany domu.
Lizzie przekroczyła poręcz ogradzającą balkon i prędko złapała się gałęzi. Zaczęła powoli po nich schodzić, jednak w pewnym momencie noga jej się ześlizgnęła, przez co lekko spanikowała.
- Cholera! – syknęła a serce zaczęło jej walić.
- Jestem na dole! Nie bój się. – usłyszała pokrzepiający głos kolegi.
Dziewczyna nagle wpadła na dość ryzykowny pomysł i puściła gałęzie. W mgnieniu oka poczuła na sobie silne ręce Chada.
- Złapałeś. – wyszeptała patrząc na niego.
- Zrobiłaś to celowo? – postawił ją.
-Tak się zarzekałeś, to spróbowałam. – zaśmiała się.
- O nie. Nie wybaczę, chciałaś mnie sprawdzić! – zaczął ją łaskotać a Lizzie nie mogła przestać się śmiać.
- Czekaj, puść! – odsunęła go. – Chodźmy stąd, bo mój tata usłyszy. – powiedziała ciszej i oboje pobiegli w stronę ulicy. – Masz gitarę? – spojrzała na czarny pokrowiec znajdujący się na plecach chłopaka.
- To kolegi, poprosił żebym mu ją przechował. – odparł.
- Umiesz grać? – zainteresowała się.
- Moja specjalność to bębny.
- Wiem, ale pytam, czy umiesz grać.
- Trochę. – skrzywił się patrząc na nią.
- Chodźmy nad jezioro, może mi coś zagrasz? – przygryzła wargi.
Zaśmiał się.
- Dobrze, złośnico.
Lizzie poczuła, że Chad jednak nie jest taki zły. To fajny koleś, który czasem próbuje zgrywać twardziela. Nie przepadała za tym „zbyt pewnym siebie” chłopakiem, ale najwidoczniej taka jego natura. Teraz przebywała z nim sam na sam i miała zamiar dobrze się bawić. Opuściła ich koncert, więc należy jej się zadośćuczynienie.
Po drodze za wiele nie rozmawiali, ale natura Chada była bardzo wymagająca. Nie lubił za wiele się odzywać, zazwyczaj okazywał to czego chce. I jak wiadomo, lubił dominować.
- Powiedz coś o sobie. – odezwał się chłopak, kiedy oboje usiedli na drewnianym pomoście, na brzegu jeziora.
- Miałeś mi coś zagrać. – skrzyżowała ręce.
Przewrócił oczami nie wykazując chęci.
- Skoro już mnie namówiłeś, abym z tobą gdzieś wyszła… proszę bardzo. – uniosła brwi i oparła się rękami.
Chwilę się zastanowił i wyjął gitarę z pokrowca.
- Nie odpowiadam za utratę słuchu. – zacisnął usta w wąską linię.
Dosłownie z jednego nieco brutalnego, pewnego siebie i swoich celów chłopaka, Chad przerodził się w dojrzałego mężczyznę, który wiedział co robi. Zaczął grać, jego głos brzmiał bardzo melodyjnie ale zadziornie. Lizzie słuchała jak zaczarowana. Śpiewał piosenkę o utracie miłości i dążeniu do swoich cennych wartości. W mgnieniu oka zmieniła zdanie na jego temat. Kiedy skończył, Liz siedziała z ogromnym uśmiechem na ustach.
- To było… - westchnęła. – Dlaczego nie grasz? Nie śpiewasz? – zapytała. – Powinieneś być wokalistą.
- Bez przesady. – mruknął od niechcenia. – Kocham to co robię, niczego więcej nie chcę.
- Szkoda.. – spojrzała na swoje odbicie w tafli wody.
- Szkoda, że się spełniam? – zdziwił się.
- Nie, nie. Mam na myśli, szkoda, że chowasz coś takiego. Masz piękny głos. – mówiąc to lekko się zarumieniła.
Chłopak się
uśmiechnął, ujawniając swoje dołeczki. Ciągle na nią patrzył i obserwował każdy jej ruch.
- Co? – wytrzeszczyła swoje duże
 oczy.
- Ładnie wyglądasz. – odparł wymijająco i wstał.
Prychnęła cicho i poszła w ślady za nim.
- Dlaczego ty tak wstydzisz się mówić o sobie? O uczuciach… - spojrzała na niego.
- Stwierdziłem tylko, że dobrze wyglądasz. – wzruszył ramionami.
- Ale przecież… - zaczęła jednak on zatkał jej usta. Patrząc jej prosto w oczy uniósł palca lewej ręki i lekko nim potrząsając powiedział:
- Cicho.
Odszedł parę kroków i zerwał kępkę rosnących obok, malutkich kwiatów.
- To są niezapominajki. – wcisnął bukiecik do jej  ręki. – Daję ci je, abyś mnie nigdy nie zapomniała. – powiedział szeptem.
- Czy Ty coś sugerujesz? – spojrzała na niebieskie kwiatuszki.
- Chcę żebyś się wreszcie zamknęła. – powiedział z poważną miną po czym się roześmiał a Lizzie poszła w jego ślady. – Ale mówię serio. – dodał zaraz.
- Pierwszy raz słyszę, coś takiego od chłopaka. Zapamiętam twoją arogancję. – pokazała mu język i ruszyła w stronę ulicy.
Chad ciągle się śmiejąc krzyknął:
- Hej, ale gdzie idziesz?
- Już bardzo późno, ojciec będzie zły. – poczuła ukłucie w sercu, kiedy przypomniała sobie, że nie jest on do końca trzeźwy. Odwróciła się z ogromną nadzieją, że już śpi i jutro wszystko wróci do porządku.
- Pójdę z tobą. – podbiegł łapiąc ją w talii.
Lizzie uśmiechnęła się i poklepała go po policzku.
- Chad, ty draniu.
- Liz, marudo. – pokazał jej język i ruszyli w stronę domu dziewczyny.

6 komentarzy:

  1. Super rozdział ;) Uwielbiam Chada :D I to, że piszesz o zespole rockowym. Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, przyjemnie sie czytało. Z chęcia poczytałabym coś więcej;) Czekam na jakieś rozkręcenie akcji;)
    Pozdrawiam!;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Dzięki, następne rozdziały czekają w kolejce ;)

      Usuń
  3. Kiedy u Ciebie cos nowego?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedługo będzie, jestem teraz trochę zarobiona - klasa maturalna i koniec semestru, trzeba się trochę spiąć. Niebawem coś się pojawi ;))

    OdpowiedzUsuń